O Samancie Shannon zrobiło się głośno, kiedy w 2012 roku wydała pierwszy tom 7 tomowego cyklu, czyli Czas żniw. Teraz są już wydane trzy tomy, kolejno Zakon mimów i Pieśń jutra. Niedawno je przeczytałam, przez co chciałabym się podzielić z wami tym, co o nich myślę.
Główną bohaterką jest Paige Mahoney. Czas akcji odpowiada 2059 rokowi. W Wielkiej Brytanii powstał Sajon- totalitarne państwo zwalczające według nich odmienność, czyli jasnowidzenie. Jednak jasnowidze nie pozostają bez walki- stworzyli syndykat, czyli podziemną organizację, którą rządzi Zwierzchnik i mim-król\królowa danej części. Paige jest śniącym wędrowcem, czyli jasnowidzem najwyższej kategorii. Któregoś dnia, na skutek fatalnego splotu zdarzeń zostaje przetransportowana do Oksfordu- tajemniczej kolonii karnej, która jest ukrywana przed społecznością. Tam dowiaduje się rzeczy, o których nie miała pojęcia, zostaje poddawana próbom, jest zmuszona do podjęcia trudnych decyzji. A przede wszystkim musi zdecydować, czy jest w stanie zaufać tajemniczemu Naczelnikowi, który powinien być jej wrogiem.
Muszę przyznać, że podziwiam autorkę za stworzenie tak skomplikowanego świata, wykreowanie tak dobrych bohaterów i stworzenie historii tak niebanalnej, z tyloma splotami wydarzeń. Historia nie skupia się tylko na głównej bohaterce, tam każdy z bohaterów ma historię do opowiedzenia, nie jest tylko uzupełnieniem Paige. Ten świat mnie pochłonął, nie potrafiłam się oderwać od książki. Z początku było trudno zrozumieć język, który stworzyła autorka, ale po kilkudziesięciu stronach poszło z górki.
Pierwszy tom ogromnie mi się podobał, a byłam jeszcze bardziej szczęśliwa, że bohaterka mnie nie irytuje (co niestety jest częstą przypadłością młodzieżówek). Bohaterom nie mam nic do zarzucenia, byli skomplikowani i ciekawi. Co do Naczelnika... ciągle jestem do niego zrażona. Nie umiem powiedzieć co mi w nim nie pasuje, niczego nie zdradzając. Mam wrażenie, że wątek romantyczny był trochę wmuszony.
Co do drugiego i trzeciego tomu- ehhh... było tam dużo błędów logicznych. I wyrobił się schemat przy ich działaniach- jest plan, wyruszają grupą, w planie jest luka, bo nie mają wszystkich informacji, im się nie udaje, próbując uciec, tracą ludzi. Miałam już dość, że nic im nigdy nie wychodzi zgodnie z planem. Po pewnym czasie nie umiałam już myśleć "Ooo, dobry plan, może im się uda" tylko "Pewnie tajemnicza pani generał wyprzedzi ich o krok i ich złapie". Oczywiście się nie myliłam. Rozumiem, że w książkach muszą być zwroty akcji, ale proszę, z umiarem.
Nawiązując jeszcze do wydania... jest przegenialne. W okładkach się zakochałam. Ogromnie mnie cieszy, że w książce jest pokazana ulotka O wartościach odmienności. Na końcu jest Słowniczek, który jest ogromnie pomocny w zapoznaniu się z nowym slangiem.
Podsumowując, bo dość się rozpisałam, historia ma ogromny potencjał. Pierwszy tom był bardzo dobry, co do kolejnych... czytałam je, ponieważ wciągnęła mnie historia i chciałam wiedzieć co dalej. Jednak im dalej tym więcej błędów. Mam zamiar czytać kolejne tomy, nie mogę się ich doczekać, mam jednak nadzieję, że będą coraz lepsze, a nie odwrotnie.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz